piątek, 15 września 2017

Jesteśmy...

Czas szybko ucieka. Od kad jesteśmy w domu dziecka za dniem leci w błyskawicznym tempie. Najmłodsza ma już trzy tygodnie a dopiero co leżałam w szpitalu. Ale zacznę od początku.
Jak wiecie w poniedziałek 21 sierpnia miałam się zgłosić na ktg. Tak więc zawiózł mnie mój tata. Akurat tak się zdarzyło że tego dnia moja mama poszła na chorobowe więc była w domu i starszakiem zostały z nią. I w sumie nie życząc nikomu choroby to dobrze się złożyło. Bo w szpitalu bo zrobieniu badania okazało się że nie wyszło za dobrze i ordynator który akurat sprawdzał wy im stwierdził że muszę już zostać w szpitalu. Teraz jak sobie tak myślę to może te ktg źle wyszło bo lekko się zdenerwowałam albo dlatego że akurat przez weekend kaszel mi dokuczał. Nie wiem już nie wnikam. W każdym razie poszłam się wpisać na izbę przyjęć i poinformowałam też męża że muszę zostać na oddziale. Gdy już wróciłam na górę położne zaczęły spisywać potrzebne informacje i po raz kolejny podłączono mnie pod ktg. Przyszedł też mój lekarz i mnie zbadał. Rozwarcie miałam troszkę większe niż ostatnio ale szyjka jeszcze nie gotowa. Ktg za to wyszło już o wiele lepiej. W każdym razie na oddziale zostałam i trzy razy dziennie podłączali mnie pod ktg. Kolejne wychodziły ładne i nawet skurcze regularne zaczęły się pisać. Niestety w ogóle ich nie czułam. We wtorek po południu po kolejnym ktg znowu zapis się lekarzowi nie podobał. Ty! Razem innemu  zdecydowal że następnego dnia mam udać się na porodówkę. Szczerze zaczęłam się troszkę denerwować i tymi ktg i już samym porodem. Noc minęła spokojnie i po 6 przyszła po mnie położna. Poszliśmy na porodówkę i tam mnie podłączyli pod ktg. Leżałam chyba z półtorej godziny aż przyszedł lekarz i zdecydował żeby podłączyć kroplówkę z oxy. Po jakieś godzinie czy dwóch przyszedł obchód. Lekarz zbadał. Rozwarcie na 4 cm główka wysoko. Zalecenie dużo chodzić. Więc chyba kolejne dwie godziny albo i trzy spędziłam na chodzeniu w kółko po porodówce . W międzyczasie przyjechał mąż i dotrzymywał mi towarzystwa. Od czasu do czasu przychodził lekarz i badał. Ok 12 gdy wyszło że mam rozwarcie do 5 cm ale nie czuję skurczy które się rysują zdecydowali że dostanę obiad i wrócę na ginekologie. I może to mnie rozluźniło nie wiem. Ale jak już się nastawiłam na to że się najem to zaczęłam odczuwać lekkie skurcze. Po obiedzie odszedł mi czop i wiedziałam że poród już blisko. Ze spokojem poszłam sobie odpocząć piętro niżej a mąż pojechał do domu. Była godzina 14 i kolejny raz zrobili mi ktg. Skurcze ładnie się rysowały i nawet zaczynałam je odczuwać. Były regularne. Później czas spędziłam na rozmowach z koleżankami z sali. Skurcze stawały się coraz mocniejsze. Ciężko było usiedzieć zaczęłam też trochę chodzić. O 18 podali kolację i pomimo że nie miałam ochoty to stwierdziłam ze lepiej zjeść. O 19 miał być obchód i mieli zdecydować co dalej ze mną. Niestety nie doczekał tej godziny. Po 18 skurcze były na tyle silne że poszłam poinformować o tym położne. Poszła mnie zbadać i okazało się że jest już 8 cm skurcze były średnio co 3 min. Położna poszła powiedzieć lekarzowi i brali mnie do góry. Koleżanki się zdziwiły bo mówiły że normalnie z nimi rozmawiałam 😃 Zadzwoniłam też po męża żeby przyjechał.
Resztę co działo się na porodówce opiszę później... Miłego i udanego weekendu Wam życzę.